Dość często spotykanym tłumaczeniem przyczyn dla których ludzie wstępują do NRR bywa teoria „prania mózgu”. Za jej popularnością przemawia z pewnością wiele względów. Całkiem możliwe, jak sądzę, również i to, że uwalnia ona wszystkich (za wyjątkiem wymienianych ruchów) od jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Teoria „prania mózgu” wydaje się także być dość mocnym argumentem na rzecz praktyki „deprogramowania”, polegającej – jak pisze E. Barker[1] – na „nielegalnym uprowadzeniu członka NRR i przetrzymywaniu go wbrew jego woli w miejscu odosobnienia, dopóki nie uda mu się zbiec i powrócić do ruchu, lub przekonać swoich dozorców, szczerze lub w akcie rozpaczy, że wyrzekł się swojej wiary i został ”.
Termin „pranie mózgu” ma dziennikarskie, nie zaś naukowe pochodzenie. Często kojarzony jest z jakimiś niezwykłymi umiejętnościami zniewalania psychiki człowieka przez członków NRR. W istocie, rozpatrując działanie NRR w tym kontekście, należałoby raczej zwrócić uwagę na, stosowane przez nie bądź nie, konkretne techniki wpływu.
Całkiem prawdopodobne, że niektóre z pośród NRR chciałyby mieć możliwość sprawowania kontroli nad umysłami potencjalnych i aktywnych członków. Z pewnością, wiele z nich wywiera silną presję na potencjalnego konwertytę, by nakłonić go do afiliacji. Presja ta przyjąć może „pozytywną” formę bombardowania miłością, polegającego na nieustannym okazywaniu jednostce zainteresowania i sympatii bądź negatywną, sprowadzającą się do manipulowania poczuciem winy. Rzecz jasna, nic nie stoi na przeszkodzie, by obie techniki stosować równocześnie.
Inną strategią jest w przypadku niektórych NRR może być rozpowszechnianie fałszywych informacji na temat własnych celów, czy też stopnia zaangażowania osobistego i/lub finansowego, jakiego oczekują od swoich członków.
Myślę jednak, iż warto odróżnić nieuczciwe techniki rekrutacyjne od „prania mózgu” czy „kontroli umysłu”. W przypadku „prania mózgu” bowiem, jego ofiary stają się niezdolne do podjęcia samodzielnej decyzji dotyczącej wstąpienia do ruchu – decyzja jest podejmowana niejako za nich. W przypadku oszustwa, konwertyci zachowują całkowitą zdolność do podejmowania decyzji. Choć ta mogłaby być inna, gdyby zainteresowani opierali się na prawdziwych informacjach. Jak pisze E. Barker[2] w wielu przypadkach osoby, które zdały sobie sprawę, że wierzenia lub praktyki ruchu nie odpowiadają ich pierwotnym wyobrażeniom, występują z ruchu. Z drugiej strony, ktoś kto wstąpił do ruchu kierując się fałszywymi informacjami , może być bardziej skłonny do pozostania, ulega bowiem dodatkowym wpływom, jak choćby silnym związkom emocjonalnym z innymi członkami, które zdążyły się nawiązać w tym „dodatkowym czasie zyskanym za sprawą oszustwa.
[1] E. Barker, Nowe Ruchy Religijne, NOMOS, Kraków 1997, s. 61
[2] Tamże, s. 62